FunexOrient 2014

  • Opublikowano: 05/12/2014

 

 

   

 

Zawoja była naszym głównym celem listopadowym. Start w FunexOrient jest już naszą tradycją. Od tego zaczęliśmy wspólne starty. Wiedzieliśmy, że nie tylko trudny teren to jeszcze trudne warunki przed nami. Termin (29-30) sugerował, że pogoda może być zimowa. Sprawdziło się to w całości. No może nie padał gęsty śnieg, ale temperatura (minus 12 stopni) dawała się we znaki. Te zawody pozostaną w naszej pamięci nie tylko z powodu pogody, ale także dlatego, że po raz pierwszy wystawiliśmy aż dwie drużyny MIX (damsko-męskie).

Reprezentacja składała się z:

KS Bednarska 1 – Dagmara Urbańczyk, Maksymilian Pabin;

KS Bednarska 2 – Dariusz Kloc, Rafał Zakrzewski;

KS Bednarska 3 – Filip Czajkowski, Stanisław Kaźmierowski;

KS Bednarska 4 – Julia Stryjek, Michał Stęczniewski.

 

 

 

 

Wszyscy startujący starali się dobrze przygotować sprzętowo. Pogoda jednak była silniejsza niż nasze patenty i pomysły jak uchronić odrobinę ciepła. Mimo iż większość zabezpieczyła camelbagi i rurki przed mrozem obklejając wszystko folią i taśmą, wiele osób nie mogło się napić tego co miało przy sobie. W moim przypadku przed zamrożeniem napoju uchroniło mnie umieszczenie ogrzewaczy przy wylocie rurki oraz trzymanie jej pod kurtką.

Ubrani ciepło i z radosnymi minami zaczęliśmy w sobotę o 9.00 od etapu rowerowego, który miał mieć około 50 km. Już pierwszy punkt pokazał nam jak będzie wyglądała dalsza jazda. Pchanie lub taszczenie roweru pod górę rozsunęło całą stawkę startujących. Przy zdobywaniu pierwszej góry wiedziałem, że zabranie lżejszych butów było błędem. Od pewnej wysokości zaczynał się śnieg, który wchodził do butów przez siateczkową wentylację. Niby nic strasznego, ale jak się okazało na zjazdach, woda powstała z rozpuszczonego śniegu zamarza i odmraża mi palce u nóg.

Na dokładkę wszelkie podjazdy były utrudnione nie tylko przez nachylenie, ale także przez lód i kamienie. O ile podjazd może być trudny, o tyle zjazdy były bardzo niebezpieczne. Większość uczestników zaliczyła wywrotkę co najmniej dwa razy. W mojej ekipie solidne upadki zdarzyły się już po drugim punkcie kontrolnym. Wszystkie upadki były widowiskowe i na szczęście niegroźne. Oczywiście siniaki czujemy do dziś...

Przy punkcie pierwszym spotkaliśmy wszystkie nasze ekipy: pędzących na przedzie panów (Stach i Filip), dumną Dagmarę i Maksa („Znaleźliśmy ten punkt przed panem!”) i szukających w złym miejscu jak my – Julię i Michała. Ponowne spotkanie nastąpiło z chłopakami przed nr 2, którzy dzielnie trzymali się w niewielkim oddaleniu od prowadzących. Niestety nie spotkaliśmy wtedy Maksa z Dagmarą, którzy podjęli decyzję o odpuszczeniu tego punktu. Przy nawrocie natknęliśmy się na Julię i Michała walecznie zdobywających wysokość.

Przejazd z punktu nr 2 do 3 dla wielu drużyn miał zupełnie inny przebieg. Wiele osób wybrało trasę krótszą, ale bardziej stromą i kamienistą. Wiedzieliśmy, że na drugim punkcie mamy stratę około 50 minut do pierwszego zespołu i przeszło 30 do Stacha i Filipa. Orientowaliśmy się, że mamy 8 lub 9 lokatę. Postanowiliśmy pojechać dłużej, ale po asfalcie. Dało nam to trochę odpoczynku i na pewno lepszą średnią prędkość lecz zmarzliśmy niemiłosiernie. Na podjeździe do trójki co jakiś czas schodziłem z roweru, aby rozruszać zamarzające palce i roztopić lód w butach. Przy samym punkcie śniegu było już ponad 20 cm, co uniemożliwiało jazdę. Na szczęście szybki zjazd do czwórki, gdzie czekało na nas zadanie alpinistyczne wydostał nas z nieprzyjaznego terenu. Na tym zjeździe kilkadziesiąt minut wcześniej pędzili Stachu z Czają i jak się później okazało, Staszek zaliczył najpiękniejszą wywrotkę, bo prosto do miękkiego, wyściełanego liśćmi rowu (przy prawie 40km/h).

Widzieliśmy, że drużyna Stach i Filipa może podjąć walkę o podium. Różnica między nimi a pierwszymi była wtedy około 30' a na zadanie specjalne dotarli jako czwarta ekipa. Nam z Darkiem także udało się zmniejszyć dystans do chłopaków co poskutkowało decyzją, że jednak nie odpoczywają. Pędzili ostro na zadanie rolkowe i kiedy tam dotarliśmy oni już kończyli. Oba zadania - alpinistyczne i przejazd na rolkach, były dobrym przerywnikiem od siodełka i dawały rozgrzewkę dla zmarzniętych stóp. Podczas etapu rolkowego Darek schował swój plecak do samochodu organizatorów aby rozmroził się camelbag. Odniosło to tymczasowy sukces, bo po godzinie jazdy rowerem wszystko wróciło do normy (czyli zamarzło).

Podjazd do punktu siódmego był jednym z najdłuższych (prawie 5km) i tym bardziej zrobiło nam się przykro, gdy nie mogliśmy znaleźć lampionu z kasownikiem. Tuż przed dojechaniem mijali nas pędzący na dół liderzy, co początkowo dodało nam skrzydeł. Przecież gdzieś ten lampion jest! Niestety minuty biegły nieubłaganie a my nie mogliśmy nic odkryć. W pewnej chwili z krzaków wyszli Stachu i Filip z nietęgimi minami. Rozpoczęło się żmudne przeczesywanie okolicznych zarośli. Pojawili się następni, którym wcześniej uciekliśmy. Spędziliśmy tam przeszło godzinę, a panowie nawet o pół więcej. Pierwszy podjąłem decyzję o rezygnacji jak mijający nas autochton zapytał „nie możecie znaleźć lampionu? Cha, cha...”. Okazało się później, że ktoś go przewiesił ponad 500 metrów dalej (tak dla zabawy). Minęła godzina 15.00 (a wyruszyliśmy o 9 rano) i tylko czekaliśmy kiedy zacznie się ściemniać. To przekonało do rezygnacji z szukania też chłopaków. Zaraz przy zjeździe spotkaliśmy Dagmarę i Maksa, którzy postanowili chwilę poszukać. Miny mieli zadowolone, aczkolwiek mocno zmrożone. Kilka minut później minęliśmy też Julię i Michała odpoczywających na przystanku autobusowym, których staraliśmy się nie zauważyć (nie powiem dlaczego). Podjazd pod nr 8 zrobiliśmy wspólnie i dopiero na zjeździe do bazy Stach i Filip postanowili „przygazować”, aby nam odskoczyć. Sam zjazd był dość wygodny, ale musieliśmy uważać, bo już się ściemniło i mogliśmy zgubić szlak.

W tym czasie dowieziono brakujący lampion na punkt 7 i Julia z Michałem bez problemu go znaleźli. Odpuścili jednak szukanie ósemki i też wracali do bazy. Maks z Dagmarą wybrali się jeszcze po pkt 8 i skierowali się do bazy. Spotkaliśmy się więc wszyscy po 18.00 na gorącej zupie w stołówce schroniska. Byliśmy z Darkiem tak wygłodniali, że dwa talerze zupy po prostu wlaliśmy w siebie, nie używając łyżek.

 

 

Nasze zespoły mixtowe chciały w tym momencie zakończyć rywalizację. Przekonałem ich do zdobycia choć jednego jeszcze punktu, aby zostać sklasyfikowanym (należało mieć połowę znalezionych punktów kontrolnych). Postanowiły trochę dłużej odpocząć i zawalczyć o ten jeden lub dwa punkty, które ostatecznie okazały się decydujące...

Pół godziny później zjawili się panowie, którzy zjechali nie tą drogą co trzeba i zamiast zyskać to stracili. Nie zgasł jednak w nich duch walki i zebrali się do wymarszu jeszcze przed nami.

Nie mogliśmy i my siedzieć, choć kusiło mnie to z powodu wypadku, któremu uległem pod samą bazą. Odstawiając rower stanąłem na krawężniku i ześlizgnęła mi się noga. Skręciłem w wygodnym terenie w chwili odpoczynku nogę. Ogarnęła mnie przede wszystkim wściekłość, że nie ukończymy. Nie artykułowałem tego głośno, choć Darek zapewniał mnie, że zrozumie jak się zdecyduję odpuścić. Na szczęście dostałem od żony usztywniacze, których miałem nadzieję nie użyć. Zażyłem lekarstwa przeciwbólowe i wyruszyliśmy.

Mróz dobrze chłodził nogę, więc po chwili przestałem kuleć i szedłem normalnie. Nie mogłem niestety biec, bo wtedy bardzo mnie bolało. Wiedzieliśmy, że wszystkiego nie zbierzemy, ale chcieliśmy spróbować odnaleźć jak najwięcej przed zamknięciem mety. Tuż przed dziesiątką spotkaliśmy Staszka z Filipem szukających lampionu w złym miejscu. Postanowili ostatecznie, że idą z nami, bo i tak ich ciągle doganiamy. Razem, wiadomo, łatwiej szukać punktów.

Około 22.00 mieliśmy już dwa punkty kontrolne po drodze spotykając dwie Czeszki, które okazały się później najlepszymi zawodnikami na dystansie 100km (pieszo!). Kiedy nas mijały, mówiąc „dobry wiecier” tryskały energią i nie widać było po nich ani odrobiny zmęczenia. Dziwiliśmy się, że nie boją się chodzić same w nocy po lesie. Naprawdę odważne kobiety (50+) - szacunek i brawa!

W tym czasie Dagmara i Maks po zdobyciu punktu 10 wrócili ostatecznie do bazy i po 12 godzinach i 36 minutach zakończyli rywalizację. Julia i Michał zdecydowanie pomaszerowali dalej, odnajdując jeszcze jedenastkę. Od tego momentu nie tylko my, ale i także oni zaczęliśmy mieć problemy z nawigacją. Ponad godzinę przebijaliśmy się w stronę żółtego szlaku. Po drodze spotkaliśmy jedną drużynę, która zdecydowała się zaufać naszej nawigacji. Przy wyborze wariantów mieliśmy różne zdania i ciężko się było dogadać. W takim momencie lepiej być tylko z partnerem z drużyny...

W pewnej chwili postanowiłem, aby poruszać się korytem zamarzniętego strumienia, który może nas wyprowadzić na górę bez przedzierania się przez gęstwinę. Nie był to wygodny wariant dla wszystkich, bo można było zmoczyć nogi a mróz był około minus 12. Okazało się, że w końcu dotarliśmy do szlaku żółtego i stamtąd już szybko do rozwidlenia szlaków. Od rozwidlenia mieliśmy iść 2 kilometry, a następnie skręcić na wschód w stronę bazy. Skręt odnaleźliśmy bez problemu, ale z każdą minutą traciliśmy pewność gdzie jesteśmy.

Podczas całego wyścigu mieliśmy wiele momentów, w których teren zgadzał nam się z mapą w 100 procentach, choć było to miejsce znacznie odległe od szukanego. Tak było i tym razem przy szukaniu 12-ki. Mróz i zmęczenie o wiele szybciej pozwoliły nam podjąć decyzję o rezygnacji z wyścigu. Zaczęliśmy w czwórkę schodzić do bazy. Przy wyjściu na drogę główną natknęliśmy się na przystanek, którego według mapy nie powinno tam być. Zasugerowało to nam, że jesteśmy o jedna drogę poprzeczną za wcześnie. Skusiliśmy się jeszcze to sprawdzić. Na podejściu Stach i Filip z powodu zimna i przemoczenia nóg definitywnie zawrócili do mety. Dotarli na miejsce po 15h39' tuż przed pierwszą w nocy.

Maszerując dalej z Darkiem uświadomiłem sobie, że już wiem gdzie jesteśmy. Całkiem blisko punktu 14. Dla pewności poszliśmy wzdłuż strumienia do jego rozwidlenia i okazało się, że wysoko  na zboczu tkwi lampion. Szczęśliwi podbiliśmy kartę startową i wróciliśmy do drogi. Chwilę trwała narada i zdecydowaliśmy się jeszcze raz zaatakować punkt 12. Wybraliśmy wariant trudny fizycznie, bo trzeba było wchodzić stromo pod górę prawie dwieście metrów, a potem tyle samo w dół. Nawigacyjnie ta droga wydawała się prostsza. Musieliśmy dotrzeć na grzbiet, skręcić na zachód i zejść strumieniem wprost na polanę z szukaną 12-ką. Tylko strumień okazał się trudny, bo jego brzegi były stromymi zboczami po których trzeba było się ześlizgnąć. Idąc nurtem wyszliśmy na polanę i punkt odnaleźliśmy natychmiast. Szczęśliwi postanowiliśmy zakończyć nasz udział w zawodach. Czuliśmy się bardzo zmęczeni i zmarznięci. Idąc drogą przyglądałem się śladom na śniegu bo coś mi przypominały. W końcu wpadłem, że to moje własne ślady. Okazało się, że poprzednio wraz ze Stachem i Filipem szukaliśmy tego punktu o 400 metrów za daleko. Znowu okazało się, że teren zgadzał się z mapą w dwóch (tym razem nieodległych) miejscach.

Do mety dotarliśmy tuż po drugiej w nocy z czasem 17 godzin i 9 minut. Chwilę po nas dotarli Michał z Julią (17h22') głośno informując jak strasznie się zgubili. Mieli ten sam problem z dotarciem do żółtego szlaku co my. Postanowili jednak zasięgnąć języka w jakimś domu. Zostali niestety odprawieni, zamiast poczęstowani ciepłą herbatą. Spróbowali wybrać jakiś dobry kierunek i już po godzinie byli ...pod tym samym nieprzyjaznym domem. Przy drugim podejściu udało im się odszukać niebieski szlak i nim wrócili do bazy.

Kąpiel, śpiwór, krótki i niespokojny sen a rano - cóż za niespodzianka:

KS Bednarska zajmuje trzecie miejsce w kategorii MIX oraz trzecie w MM.

Skrótowo:

dystans – rower około 55km, rolki 4km, treking 25km

miejsca na 17 zespołów – Maksymilian Pabin, Dagmara Urbańczyk 15 OPEN i 7 MIX

                                   Julia Stryjek, Michał Stęczniewski 10 OPEN i 3MIX

                                   Stanisław Kaźmierowski, Filip Czajkowski 9 OPEN i 7MM

                                   Rafał Zakrzewski, Dariusz Kloc 5OPEN i 3 MM

 

Rafał Zakrzewski

 

PS. Zapraszam chętnych do sekcji.

 

 

Link do mapy

Projekty: